Chelatacja a autyzm

O chelatacji słyszy się od kilku lat jako metodzie terapeutycznej mającej zastosowanie w szerokim wachlarzu chorób. O co właściwie chodzi? Chelatacja jest zjawiskiem chemicznym. Niektóre cząsteczki mają zdolność chwytania pewnych pierwiastków w swoistą klatkę. Po zamknięciu klatki atom danego pierwiastka nie zostanie już uwolniony, a przez to nie będzie mógł wywierać wpływu na funkcjonowanie organizmu człowieka. Chelatacja może teoretycznie być zjawiskiem pozytywnym, gdyby mogła “uwięzić” metale ciężkie, co umożliwi usunięcie ich z organizmu. Niekiedy odgrywa rolę negatywną: np. szpinak, bogaty w żelazo, zawiera substancje chelatujące, które utrudniają jego przyswajanie przez człowieka.

O chelatacji, jako metodzie leczenia często dowiadują się pacjenci z miażdżycą tętnic. Do ich wyobraźni może przemówić opowieść o leku, który płynie z krwią i wyciąga wapń z pozwężanych tętnic. Naczynia mają dzięki temu utracić chorobliwą sztywność i powrócić do wyjściowej elastyczności. Dodatkowa zaleta jest taka, że z punktu widzenia pacjenta chelatacja polega po prostu na podłączeniu kroplówki.

A u dzieci z autyzmem? Chyba każdy słyszał o teorii, która wiąże autyzm z tendencją do nadmiernego gromadzenia w organizmie metali ciężkich. Gdyby istniała możliwość wyciągnięcia z organizmu tych toksycznych pierwiastków, możnaby się spodziewać jakiejś poprawy w funkcjonowaniu dziecka.

Szukając dalszych informacji, zarówno chory na miażdżycę, jak i rodzice dziecka z autyzmem dowiedzą się pewnie, że chelatacja nie jest uznana przez oficjalną medycynę. Funkcjonuje zatem w takim obszarze rynku zdrowia, gdzie z jednej strony nie brak poszukiwaczy łatwego zysku, z drugiej zaś – szukających ratunku, którzy chwyciliby się nawet brzytwy.

Wiadomo jednak, że medycyna akademicka w wielu obszarach nie nadąża w swych zaleceniach za wynikami badań. Co zatem wiemy o skuteczności terapii chelatacyjnej u dzieci z autyzmem? W odpowiedzi na tego typu pytania pomocna jest zwykle organizacja Cochrane, międzynarodowa sieć badaczy opracowujących analizy dostępnego piśmiennictwa naukowego ze wszystkich obszarów medycyny. Opracowania Cochrane na ogół opierają się na próbach klinicznych randomizowanych, czyli takich, gdzie pacjenci losowo przydzielani są do grupy leczonej substancją “aktywną” lub do grupy otrzymującej placebo. Badania takie są uznawane za najlepsze narzędzie pozwalające pokazać prawdziwą skuteczność metody, z jak najmniejszym ryzykiem błędu wynikającego z czynników losowych, subiektywizmu badaczy, itp. Otóż – stan wiedzy na rok 2015 – dostępna była tylko jedna randomizowana próba kliniczna z chelatacją doustną. W badaniu tym nie ujawniły się żadne uchwytne skutki terapii.

Skąd biorą się te rozczarowujące wyniki, skoro teoria jest taka obiecująca? Pierwszy powód jest taki, że organizm ludzki nie jest wielkim workiem na substancje chemiczne. Jest podzielony na ściśle odgraniczone od siebie przedziały. Nawet, jeśli bylibyśmy w stanie skutecznie usunąć metale ciężkie z jednego przedziału, sytuacja może pozostać zupełnie niezmieniona w innym. Konkretnym przykładem tego podziału jest tzw. bariera krew-mózg: być może jest tak, że wpływając korzystnie na skład chemiczny krwi, nie możemy niestety liczyć na poprawę sytuacji w mózgu, na czym by nam najbardziej zależało.

Drugi powód, to czynnik czasu. Ciało jest niesłychanie skomplikowanym zbiorem procesów, a jego stan obecny wynika ze zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości.

Leczenie za pomocą chelatacji nie udowodniło na razie swojej skuteczności. Należy je zatem traktować jako metodę eksperymentalną. A na każdy eksperyment trzeba patrzeć pod kątem ewentualnego ryzyka. A ryzyko jest w tym wypadku słabo poznane statystycznie i tym bardziej niewiadome dla konkretnego dziecka.

 

Link do opracowania:

http://www.cochrane.org/CD010766/BEHAV_chelation-autism-spectrum-disorder-asd

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.