Kalifornia: wzrost częstości autyzmu to fakt. Podejrzenie pada na czynniki środowiskowe

Działający przy Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis Instytut Badań nad Zaburzeniami Rozwojowo-Neurologicznymi ogłosił wyniki swojej analizy sytuacji epidemiologicznej autyzmu w Kalifornii. Wyniki te opublikowano w Epidemiology ze stycznia 2009.

O ile przed rokiem 1990 liczba dzieci autystycznych w wieku do lat 6-u była poniżej 9 na 10000, tak po roku 2000 zwiększyła się do ponad 44. Ten fakt interpretowano różnie: napływem do Kalifornii rodzin z dziećmi autystycznymi (ze względu m.in. na doskonałą opiekę), czy też rozszerzeniem tego rozpoznania na dzieci ze znacznie mniej nasilonymi zaburzeniami. Przeprowadzona na nowo analiza danych statystycznych ujawniła, że te wyjaśnienia nie odzwierciedlają prawdy. Wyłączenie dzieci urodzonych poza Kalifornią wcale nie zmniejsza zaobserwowanej fali nowych przypadków autyzmu. Okazało się też, że w przyroście tym zaledwie jedną dziesiątą stanowią łagodniejsze postaci zaburzenia.

Autorki analizy zastanawiają się nad wypływającymi z niej wnioskami. Skupienie uwagi i nakładów finansowych na badaniach dotyczących podłoża genetycznego autyzmu to chyba kierunek niewłaściwy: w niezwykle zróżnicowanej społeczności Kalifornii autyzm pojawia się równie często we wszystkich grupach etnicznych. Wydaje się, że większe zainteresowanie należałoby poświęcić wpływowi czynników środowiskowych na ryzyko autyzmu: metali, pestycydów i zakażeń. Link.

 

— O —

 

Wielu akademickich specjalistów od autyzmu często podkreśla, że nic pewnego nie wiemy o czynnikach zewnętrznych mogących zaburzać rozwój dziecka: w kontrowersji na temat metali ciężkich w szczepionkach przewagę w opublikowanych wynikach ma ostatnio opcja „rtęć nie szkodzi”, a inni potencjalni winowajcy znajdują się w sferze domysłów. To oficjalne przekreślenie środowiskowych czynników wywołujących autyzm skutkuje rozwojem medycznej szarej strefy, tzw. interwencji biomedycznych, diet, chelatacji itp. Znajdziemy tu działania przynoszące dobre skutki, ale i typową szarlatanerię. Rodzice dziecka autystycznego miotają się próbując często na własną rękę różnych terapii. Jednak badań zajmujących się przydatnością tych metod jest jak na lekarstwo. Ale po opublikowaniu nowej analizy epidemiologicznej autyzmu w Kalifornii można mieć niewielką nadzieję, że to się zmieni: Nastąpił tam bardzo znaczny wzrost częstości przypadków autyzmu – to pewne. Teraz wiemy, że nie jest to tylko kwestia nazewnictwa, rozszerzenia kategorii „autyzm” na dzieci z różnymi innymi zaburzeniami. Wiemy też ta fala dzieci z autyzmem nie wywodzi się z potomstwa „geeków” Doliny Krzemowej, wśród których dominuje typ aspergero-podobny; nie są to też dzieci rodzin zlatujących się na wab wspaniałego systemu opieki Złotego Stanu. Tu stało się coś innego. Jeszcze nie wiemy, co – jaka forma skażenia środowiska, czy inny czynnik może być przyczyną narastania autyzm. Teraz jednak wiadomo na pewno, że trzeba dalej szukać.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.