Rodzic na tropie indywidualnego nauczania

Jak wszyscy wiemy, obowiązek szkolny muszą spełniać uczniowie do ukończenia 16 roku życia (moment ukończenia gimnazjum), obowiązek nauki do 18 roku życia. To, w jakiej formie spełniają ten obowiązek zależeć powinno przede wszystkim od  indywidualnych potrzeb i możliwości samego dziecka. I do tych potrzeb i możliwości powinno być dostosowane. Tu zaczynają się schody wynikające z ogólnego niedoinformowania, zarówno samych rodziców, którzy nie wiedzą, czego mogą oczekiwać, jak i instytucji, które organizacją tego nauczania powinny się zająć.

Jedną z form organizacji pracy dziecka w szkole jest nauczanie indywidualne. O tym, jakie są podstawy prawne i jak to wygląda teoretycznie możemy sobie poczytać w Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 28 sierpnia 2014 r. w sprawie indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dzieci i indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży (Dziennik Ustaw z 2014 r. poz. 1157).  Warto również doczytać informację Ministerstwa Edukacji Narodowej z dnia 21 listopada 2014 r. opublikowaną na stronie internetowej Ministerstwa www.men.gov.pl dotyczącą stanowiska Ministerstwa odnoszącą się do organizacji nauczania indywidualnego.

Do zeszłego roku byłam szczęśliwą matką człowieka z zespołem Aspergera, który całkiem nieźle radził sobie w szkole, w klasie integracyjnej. Zaznaczyć chyba powinnam, że z doświadczenia i zebranych informacji zwrotnych od innych rodziców dzieci niepełnosprawnych wiem, że integracja całkiem nieźle sprawdza się w szkołach podstawowych i gimnazjach, w liceach, nagle jakoś zaczyna mieć tendencję do zanikania. Ale, wracając do rozpoczętego wątku, pod koniec pierwszego semestru poprzedniego roku szkolnego regres w funkcjonowaniu mojego syna stał się tak duży, że musieliśmy szybko podjąć jakieś kroki zaradcze. Dotąd byłam zagorzałą i zdecydowaną przeciwniczką nauczania indywidualnego, zwłaszcza u osób z zespołem Aspergera, których problemy w kontaktach społecznych, a przede wszystkim w relacjach z rówieśnikami są podstawową kwestią do rozwiązania i terapii. Nauczanie indywidualne kojarzyło mi się z odizolowaniem od tych kontaktów, a więc utożsamiałam je z pogłębieniem objawów zaburzenia mojego syna. Czyli samo zło. Niestety, żadne alternatywne rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy, dziecko z regresu trzeba było ratować i to w trybie natychmiastowym.

Zdecydowałam się i zaczęłam załatwianie formalności związanych z wdrożeniem w życie trybu nauczania indywidualnego, czyli kolejno: lekarz – poradnia – szkoła. Rzadko, który rodzic wie, jak istotne jest to, co w zaświadczeniu lekarskim wypisze lekarz prowadzący nasze dziecko. Od tego zależy, co w orzeczeniu zaleci Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna i co szkoła będzie musiała na tej podstawie zorganizować, upraszczając temat.

W zaświadczeniu lekarskim lekarz przede wszystkim określa, czy nauczanie indywidualne ma się odbywać w domu, czy też na terenie szkoły. To pierwsza informacja, o której nie wiedziałam. Oczywiście, jeśli nie ma takowych wskazań i przesłanek do odbywania nauczania w domu, to dla osoby z zespołem Aspergera idealnym wyjściem, jest nauka na terenie szkoły. Człowiek musi rano wstać, umyć zęby, zjeść śniadanie i mieć obowiązek wyjścia z domu. Drugim ważnym czynnikiem jest to, że rozporządzenie, oprócz godzin nauczania indywidualnego takiegoż delikwenta (czyli w systemie 1:1 z nauczycielem), daje możliwość jego uczestniczenia w życiu klasy i to nie tylko podczas godziny wychowawczej, czy też wyjść klasowych do kina, albo na wycieczkach szkolnych. Jeśli lekarz wystawiający zaświadczenie wskaże w nim konieczność włączenia ucznia do zajęć lekcyjnych z klasą, to potem na podstawie takiego zaświadczenia Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w swoich zaleceniach również takie włączenie wskazuje jako konieczne do zastosowania. A jak wiadomo, dla człowieka z zespołem Aspergera, którego problemy opierają się na zaburzeniu funkcjonowania społecznego z rówieśnikami, jest to jego być albo nie być na forum życia społecznego. Z perspektywy czasu i własnych doświadczeń uważam, że ważne jest, aby to lekarz wystawiający zaświadczenie określił w nim liczbę godzin nauczania indywidualnego i liczbę godzin włączenia do zajęć z klasą, najlepiej maksymalną, którą określa rozporządzenie dla danego etapu edukacyjnego, by później rodzic nie miał problemu z wyegzekwowaniem tego od dyrekcji szkoły i organu prowadzącego szkołę.

Gdy już zaświadczenie mamy w ręku, kolejnym krokiem jest dopełnienie formalności w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Składamy tam dokumenty dotyczące przebiegu choroby  dziecka (diagnozy, opinie psychologiczne, orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, orzeczenie o niepełnosprawności, wyniki badań), wniosek o przyznanie nauczania indywidualnego, w którym wpisujemy uzasadnienie (warto zastanowić się wcześniej nad dobrym sformułowaniem naszych postulatów) oraz zaświadczenie lekarskie i opinię ze szkoły, do której dziecko uczęszcza. I czekamy na decyzję komisji, pamiętając o tym, że mamy prawo uczestniczenia w jej posiedzeniu.

Najczęściej jest tak, że Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna przychyla się do wniosku rodzica i wydaje orzeczenie zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego dziecko. Orzeczenie o potrzebie indywidualnego nauczania jest decyzją administracyjną i szkoła ma obowiązek na jego podstawie zorganizować pracę z dzieckiem. W praktyce oznacza to, że wraz z orzeczeniem dobrze jest złożyć podanie z prośbą o określoną liczbę godzin nauczania indywidualnego oraz godzin włączenia do zajęć z klasą (pamiętajmy o tym, by takie podanie pisać w dwóch egzemplarzach – jeden składamy w szkole, a na drugim prosimy o poświadczenie z datą i podpisem o ich przyjęciu). Na tej podstawie, w formie pisemnej, rodzic powinien otrzymać ustalenia dotyczące organizacji nauczania dziecka – liczbę godzin poszczególnych przedmiotów, nazwiska nauczycieli prowadzących.

Wszystko powinno przebiegać sprawnie i bezproblemowo, a kiedy tak nie jest, to zawsze warto zwrócić się po pomoc do  organu prowadzącego szkołę (najczęściej jest to Wydział Oświaty i Wychowania danej dzielnicy, w której znajduje się szkoła) lub Kuratorium Oświaty, które prowadzi nadzór pedagogiczny nad placówkami oświatowymi. Tak naprawdę, to dyrektor szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym szkołę powinien określić liczbę godzin lekcyjnych przyznanych uczniowi na podstawie jego potrzeb edukacyjnych wynikających: z przeanalizowanej dokumentacji, w porozumieniu z rodzicami i poradnią psychologiczno-pedagogiczną, a wszystko zgodnie z rozporządzeniem.

Reasumując powyższe, muszę stwierdzić, że niedługo minie nam już drugi semestr, gdy mój syn funkcjonuje w systemie, który opisałam powyżej, a przed którym broniłam się „nogami i rękami” przez wiele lat. Okazało się, że taki system, gdy jest dobrze wprowadzony i zorganizowany może wesprzeć rozwój funkcji poznawczych dziecka, poprawić jego funkcjonowanie w społeczeństwie, na tle klasy i wspomóc rozwój edukacyjny. System pracy z nauczycielem 1:1 skupia uwagę nauczyciela na uczniu, poprawia koncentrację ucznia, gdy brakuje wokół bodźców rozpraszających (przypomnę, że przy wszystkich zaburzeniach autystycznych występować mogą zaburzenia integracji sensorycznej, przy których odbiór bodźców węchowych, dotykowych, smakowych, słuchowych jest wyostrzony lub zmniejszony i ma ogromny wpływ na indywidualną pracę ucznia). Dopiero przy takim systemie pracy nauczyciel może prawidłowo dostrzec i ocenić potrzeby i  możliwości, jakimi uczeń dysponuje, czyli wszystko to, co w systemie klasowym niknie pod wpływem tłumu. Włączenie ucznia do uczęszczania na zajęcia lekcyjne z klasą pomaga w utrzymywaniu kontaktów z rówieśnikami stanowiąc naturalną terapię socjalizacyjną, co dla osoby z zaburzeniami autystycznymi jest podstawą do jego drogi do normalności i samodzielności. A o to przecież w tym wszystkim chodzi.

Jeśli stajemy przed dylematem, co robić, gdy zwykły system klasowy nauczania w szkole masowej lub integracyjnej zawodzi i nie spełnia oczekiwań, co do rozwoju i bytności naszego dziecka na danym etapie edukacyjnym, warto rozważyć powyższą możliwość. Z powodzeniem. Czego wszystkim serdecznie życzę.

 

 

Sylwia Grzelakowska, mama (prawie) 20-latka z zespołem Aspergera, mgr pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej z terapią pedagogiczną

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.